Eugeniusz Dębski – “Królewska roszada”

Eugeniusz Dębski - Królewska roszada Ostatnio skończyłem kolejny zbiorek opowiadań. Tym razem były to dzieła EuGeniusza Dębskiego, a zbiorek nosi nazwę “Królewska roszada”.

Całość dotyczy przygód rycerza-xameleona, Hondelyka, który podróżuje po świecie ze swoim sługą, Cadronem. Hondelyk ma ciekawą zdolność – mimikrę – dzięki czemu może przybierać postać innej osoby. Wykorzystuje to by pomagać ludziom – nie jest jednak jednym z tych słodkich pozytywnych bohaterów, co to boją się kogoś uszkodzić. Całkiem nieźle radzi sobie z mieczem, potrafi również wpaść na niezłe pomysły. Czasami jego niewyparzona gęba pakuje go w kłopoty – co ma miejsce np. w opowiadaniu “Sen o wolności i śmierci”.

Zapewne niektórzy powiedzieliby, że książka jest napisana niezbyt wyszukanym językiem, ja jednak uważam, że się Dębskiemu udała. Czyta się to wszystko bardzo szybko i przyjemnie, można pośmiać się razem z bohaterami z wielu sytuacji. Uważam, że Dębski nie jest doceniany i zapomina się o nim, mówiąc tylko o “Achai” czy “Wiedźminie” – a tymczasem Hondelyk też jest ciekawym bohaterem!

Książka dostaje ode mnie 10 – bo miałem ochotę na zabawne, dobre polskie fantasy i takie coś dostałem. Zdecydowanie polecam.

Maja Lidia Kossakowska – “Więzy krwi”

Maja Lidia Kossakowska - Więzy krwi - okładka Przeczytałem sobie ostatnio zbiorek opowiadań “Więzy krwi”, którego autorką jest Maja Lidia Kossakowska i trzeba przyznać, że książka zła nie jest.

Całość składa się z kilku (już nie pamiętam, ale chyba 6) opowiadań, wsród których odnajdujemy także jedną mini-powieść. Niektóre teksty czyta się całkiem miło (np. ten o kacie – “Spokój Szarej Wody”, jeśli mnie pamięć nie zawodzi), niektóre wydają się pozbawione większego sensu (np. “Mucha” – jak można to było uczynić pierwszym opowiadaniem w ksiązce?!). Mini-powieść “Zwierciadło” także jest dobrym kawałkiem tekstu pisanego – spodobała mi się ta koncepcja przechodzenia przez lustra (może powinienem przypomnieć sobie “Alicję z krainy czarów”? :D ). Rozbawiło mnie to, że czytając o Ludzie Luster ciągle to “Luster” traktowałem jako mianownik… I tak sobie to z angielska czytałem. Żeby wpaść na to, że to pochodzi od słow “Lustra” potrzebowałem naprawdę sporego czasu :) Martwi mnie tylko, że część tekstów jest słaba – jak np. ostatnie opowiadanie o żołnierzu amerykańskim, który staje się demonem i zabija Japończyków. Taaa :/ Ale mimo wszystko – jest to do przeżycia, a książka na pewno zostanie przeczytana bardzo szybko.

Pozycję polecam do przeczytania wszystkim, a przede wszystkim fanom polskiej fantastyki. W skali od 1 do 10 otrzymuje ode mnie 8, tak trochę na zachętę, tak trochę za to opowiadanie o kacie… Tak trochę dlatego, że nie warto zaczynać bloga od złej oceny.